Takie pytanie pewnie zadręcza wielu.

I gdy się zastanowicie nad odpowiedzią, to zazwyczaj każdy zauważy w sobie wiele niedociągnięć? Bo gdy człowiek przygląda się sobie z bliska, to często właśnie po to to robi, żeby poszukać w sobie tego co jest w nim nie tak, żeby poszukać tego co mu się w samym sobie nie podoba.

Ten, który jest z siebie zadowolony, to czuje się dobrze i szczęśliwie, realizuje swoje plany, dąży do swoich celów i przyjmuje siebie takiego jakim jest. Bez szczególnych poszukiwań tego co jest w nim nie tak. Ten cieszy się z życia, z tego co w nim jest piękne i po prostu  „pozwala sobie żyć”. A Ci którzy go znają chętnie z nim przebywają, bo czują, że z niego wypływa jakieś ciepło, coś nieokreślonego, coś co trudno nazwać. A często też nie zdają sobie sprawy co w nim jest takiego, co powoduje, że go lubią, kochają i dobrze czują się w jego towarzystwie.

A lubią go i kochają, i uwielbiają z nim przebywać dlatego, że to on sam siebie akceptuje, sam siebie lubi, sam zna swoją wartość i sam czuje się dobrze z samym sobą.

tumblr_nyn2jw8fzB1teue7jo1_1280

Jak do tego dojść?

To właśnie pytanie zadaje sobie wielu i wielu chciałoby tak właśnie żyć.
Wielu ludzi chciałoby otaczać się tymi, którzy ich lubią i kochają ale nie każdy to osiąga. Dzieje się tak dlatego, że wielu ludzi nie akceptuje samych siebie.

Nasuwa się znów pytanie- Dlaczego tak mało akceptujemy samych siebie? Dlaczego tak mało lubimy samych siebie i tak mało kochamy siebie?

Czy widzisz w tym coś złego? Czy uważasz, że to coś złego kochać samą(ego) siebie?

Często ludzie uważają, że kochając samych siebie są po prostu zwykłymi egoistami.
A kto znów chciałby być wrednym, paskudnym egoistą? Raczej chyba nikt.

Ale tu nie chodzi o egoizm. Chodzi głównie o zachwyt nad światem. Chodzi o zachwyt nad samym sobą.
Chodzi o to, żebyśmy czuli jak bardzo świat jest dla nas łaskawy, że mamy to co mamy. Chodzi o to, żebyśmy czuli wdzięczność za to co mamy: za ludzi, którzy nas otaczają, za sytuacje jakie się nam przytrafiają, za to jak wyglądamy, co robimy, co posiadamy.

Chodzi o zwykłą wdzięczność za wszystko. Dosłownie za wszystko: za każdy drobiazg i za każdą dużą sprawę, i za coś co dla nas stanowi największą wartość.
Za wszystko czyli za każdą osobę, którą dane nam jest poznać i za każdą rzecz jaką posiadamy, za swój wygląd za swoje zdrowie, za siebie samą(ego).

Gdy jesteś wdzięczna(y) za cokolwiek, to na myśl nasuwa Ci się coraz więcej tego za co też możesz być wdzięczna(y). Jest tak dlatego, że Twoje myśli przyciągają następne myśli o tym samym charakterze. Dlatego właśnie: im więcej zauważasz tego za co jesteś wdzięczny, tym więcej masz nowych myśli o wdzięczności.
Ale im bardziej jesteś niezadowolony, tym masz więcej tego co u Ciebie powoduje niezadowolenie.

249_1

Człowiek, który czuje, że ma za co być wdzięczny zarazem widzi u siebie dużo tego co wzbudza u niego wdzięczność. Cieszy się on więc z tego co ma w sobie, co ma wokół. Czuje w sobie szczęście i radość.

 Taki właśnie człowiek lubi siebie, lubi to co ma i lubi innych ludzi.

CZYŻ WTEDY INNI LUDZIE MOGĄ GO NIE LUBIĆ?

.

Gdybyś chciał(a) zasięgnąć ode mnie rad na temat tego, jak możesz zmienić swoje życie w TWOIM konkretnym przypadku, to INFORMACJE ZNAJDZIESZ W TYM MIEJSCU.

Zapraszam serdecznie.
Marzenna


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to:

  • Wydaje mi się, że jest pewna zależność w budowaniu miłości do samego siebie. Czasem dobrze, gdy jest ona wspierana z zewnątrz, miłymi słowami bliskich ludzi, ale właśnie ważne by budowała się poprzez pomaganie innym, wdzięczność i przekonanie o własnej wartości. 😉

    • Na pewno masz rację. Bliscy to podstawa. Ale spójrz na to z innej strony. Nie zawsze bliscy wspierają, nie zawsze potrafią wspierać. W zasadzie bliscy przyjmują Ciebie taką jaka jesteś, czyli mają już o Tobie wyrobione własne zdanie. Wsparcia bliskich można nie mieć albo mieć takie jak dotychczas. A skoro ktoś nie czuje swojej wartości, to i bliscy przyjmuję najczęściej, że on taki już po prostu jest. Jeśli im to nie odpowiada to mogą walczyć z tą jego „wadą” zamiast wspierać.
      Dlatego też wydaje się, że pierwsza podstawowa sprawa, to spojrzenie na samego siebie jakby cudzym okiem, jakby z zewnątrz, jakby przyglądało się sobie samemu. I wyciągnięcie właściwych osobistych wniosków o samej(ym) sobie.
      No i bliscy też nie muszą samych siebie lubić. Jak więc w takiej sytuacji mogą wspierać?
      I czy wielu ludzi tak naprawdę czuje swoją wartość?