Czasami osoby, które przyrzekły sobie wspólne życie, wzajemną  miłość na długie lata, postępują tak jakby ta „deklaracja” zarazem zwalniała ich z dalszego starania się o siebie nawzajem, jakby nie musieli już wzajemnie o siebie dbać.
To coś w stylu: zanim zawarłam(em) związek starałam(em) się, pokazywałam(em) jak bardzo mi na Tobie zależy, wzmacniałam(em) naszą miłość, pielęgnowałam(em) to co jest w życiu najpiękniejsze, a gdy tylko okazało się, że mnie chcesz, że chcesz ze mną spędzić życie, doszłam(em) do wniosku, że już wygrałam(em), bo skoro mi się udało Ciebie przekonać do mnie, skoro zdecydowałaś(eś) się być ze mną, to teraz już mogę nic więcej dla tego związku nie robić, bo przecież on już istniej.
Po co więc miał(a)bym robić jeszcze coś więcej, żeby on istniał, skoro już istnieje?

I myślę, że niektórzy w taki właśnie sposób chcieliby spędzić całe swoje wspólne życie: skoro związek już jest, to nie ma potrzeby nad nim pracować, nie ma potrzeby inwestować w niego swojego czasu, nie ma potrzeby zastanawiać się nad tym czego chce on(a), co ją(go) uszczęśliwia, bo już jesteście przecież szczęśliwi, szczęśliwi- bo już macie siebie nawzajem.

Nazwałabym to takim podejściem bajkowym czyli: odszukali się w korcu maku, a później „żyli długo i szczęśliwie”. Nazwałam to tak dlatego, że bajki często kończą się w tym właśnie miejscu, w momencie, kiedy już się odszukali, kiedy po wielu staraniach zdecydowali się być ze sobą i spędzić wspólne życie, to już „wykonali całą robotę”, a później już tylko sobie żyli długo i szczęśliwie.
Teoretycznie to wydaje się słuszne. Ale to tylko teoria.

-39678-large

Popatrz na to inaczej. Skoro zdecydowałaś(eś) się na bycie z kimś razem, to wtedy też zdecydowałaś(eś) się uczestniczyć w waszym wspólnym życiu.
A uczestniczyć we wspólnym życiu, to zarazem być z drugą osobą, to dzielić jej radości i smutki, to podnosić ja(go) na duchu gdy coś jej(mu) nie wychodzi ale też mieć pewność, że gdy coś nie uda się Tobie, to i on(a) wtedy przy Tobie będzie, bo skoro kochacie się nawzajem, to zarazem dobrze jest abyście zdali sobie sprawę z tego, że również nawzajem się wspieracie, że każde z was może (i ma do tego całkowite prawo) mieć w życiu chwile dobre i złe, każde może być szczęśliwe ale może też mieć chwile załamania czy całkowitego doła.

Łatwo jest żyć ze sobą, kiedy życie układa się i to czego pragniecie dobrze wam wychodzi, gdy czujecie, że wasze marzenia się spełniają, gdy macie nadzieję na dobrą wspólną przyszłość.

Ale znacznie trudniej wygląda to wtedy, gdy coś zaczyna się walić, gdy jedna albo druga osoba, albo oboje razem mają jakieś problemy.
Jakoś tak zaczęło się teraz myśleć, że najważniejsze jest spełnianie marzeń, najważniejsze jest osiągnięcie sukcesu i to w szybkim tempie, że nie ma nic ważniejszego niż życie „jak z obrazka”, jakby takie właśnie życie było jedynym i koniecznym, żeby być szczęśliwą(ym).

I tak też zaczyna się traktować swoich najbliższych, niemal jak rzeczy, które mają być piękne, dobre, przychylne i służące naszym potrzebom, bo jeśli tylko okaże się, że nie spełniają one naszych oczekiwań, to znaczy że czas się z nimi rozstać. Przedmioty, które nie spełniają oczekiwań, które przestają być modne, które mają za mało różnych funkcji po prostu wyrzucamy.
Zresztą istnieje pogląd, że obecnie wszystko produkowane jest na jakiś określony czas, na jakiś określony przebieg, czy określone zużycie, a później najlepiej jest ten przedmiot wyrzucić i kupić inny.

pexels-photo-67366-large

Ta „fatalna moda” zaczęła przenikać następne dziedziny ludzkiego życia i to bardzo dotkliwie, a zarazem wchodzi cichaczem, przez tylne wejścia i dlatego często się tego nie zauważa.
Polega ona na tym, że gdy jedna osoba w związku ma problemy, gdy tylko jej coś nie wychodzi, gdy tylko jej się udaje to co chciałaby osiągnąć, to zarazem jest ona zaliczana do tym, które psują życie i nadają się „do odstrzału”.
Dokładnie tak zaczyna być traktowana jak przedmiot: gdy było dobrze, gdy była z siebie zadowolona, gdy wszystko jej wychodziło, to wtedy druga osoba lubiła z nią przebywać, chciała z nią dzielić wspólne chwile, a gdy tylko coś zaczęło nie wychodzić, to zaczęła być traktowana jak zużyty przedmiot, który nie nadaje się do eksploatacji. W takim momencie nie dość, że dochodzi ktoś do wniosku, że jego druga polowa się zużyła i nie nadaje się już do wspólnego życia, to zapomina, że każdy człowiek przechodzi w życiu różne chwile: i dobre i złe..

Pozwól więc na te złe chwile, nie odrzucaj tej części swojego życia, która teraz akurat wydaje się Tobie zła i nieprzychylna, nie odrzucaj drugiego człowieka, chociaż w tym momencie wygląda on na nieudacznika i nic mu nie wychodzi, bo właśnie w tym momencie potrzebuje on Ciebie najbardziej, właśnie teraz najbardziej potrzeba mu Twojego dobrego słowa i wsparcia, właśnie teraz jest mu źle i chce on usilnie poczuć ciepło i szczęście.

Zdaj sobie sprawę z tego, że nawet wtedy gdy on Ciebie odrzuca, właśnie wtedy gdy on głośno manifestuje, że nic od Ciebie nie chce, gdy zamyka się w sobie i tracisz z nim kontakt, nawet gdy mówi, że Ciebie nie kocha, to jest tego przyczyna: właśnie wtedy on sam siebie tak bardzo nienawidzi, właśnie wtedy on sam siebie nie potrafi znieść i sam na siebie nie może patrzeć, bo czuje się pokonany, niepotrzebny i do niczego.

Zdaj sobie sprawę z tego, że człowiek, który czuje się pokonany nigdy nie uwierzy, że ktokolwiek może jego takim zaakceptować, że ktokolwiek może chcieć być z nim- z takim nieudacznikiem.
I teraz spójrz na to z boku i pomyśl sam(a:) czy sądzisz, że gdybyś czuł(a) się fatalnie, że gdybyś czuł(a) się, że Twój świat się zawalił, że gdybyś czuła, że do niczego się nie nadajesz, że nic już dobrego w życiu nie potrafisz zrobić, to uwierzyłabyś że ktokolwiek chce być z Tobą?

A skoro byś w to nie wierzyła, to zarazem bezwiednie, nie zdając sobie z tego sprawy: odrzucałabyś tę drugą, najbardziej Ci życzliwą i najbardziej Ciebie kochającą osobę. Odrzucałabyś, bo uważałabyś, że nie jesteś godna jej miłości, że nie jesteś godna, żeby w ogóle ona z Tobą była. Może nawet sądził(a)byś, że gdy zostaniesz z ukochaną osobą, to zarazem zepsujesz jej życie, bo życie z kimś komu się nic nie udaje jest do niczego. Doszedł(a) byś do wniosku, że kochana osoba zasługuje na kogoś lepszego niż Ty sam(a), że powinnaś(eś) zwrócić jej wolność, bo dzięki temu poszuka ona kogoś, kto będzie znacznie lepszy od Ciebie i z kim będzie szczęśliwsza.

pexels-photo-66768-large

Dlatego właśnie zdarza się tak, że osoby, które bardzo się kochają, zarazem rozchodzą się. Dochodzą do wniosku, że nie mają prawa niszczyć życia kochanej osobie.

Ale w tym wszystkim zapominają, że ta osoba, której bardziej wychodzi, która jest „tą lepszą” może bardzo cierpieć z tego powodu, że ktoś kto jeszcze niedawno ją kochał, ktoś kto jeszcze niedawno chciał z nią być na całe życie, nagle mówi, że nie kocha, że chce być sam(a), że chce się rozejść.

Jeśli więc Twój związek przechodzi kryzys, to najpierw zastanów się po której stronie jesteś Ty sam(a), a później pomyśl czy nie warto wybaczyć i przetrwać, bo jeśli szukasz gwarancji na wspólne życie, to jej nie dostaniesz.
Gwarancją jest Twoja cierpliwość i zrozumienie drugiej osoby, bo jeśli Ty zrozumiesz to zapewne też zostaniesz zrozumiana. Może trochę później niż byś tego oczekiwała, ale może warto poczekać?
Przecież nie masz też żadnej gwarancji, że jak się rozstaniesz, to następny związek będzie lepszy. Bo powinnaś wziąć pod uwagę fakt, że w każdym związku są chwile lepsze i gorsze, bo i Ty masz raz lepsze raz gorsze dni. Ale nie tylko dni: przecież masz lepsze i gorsze całe lata.
Tak samo i Twój związek: może trzeba poczekać znacznie dłużej, a nie od razu zakładać, że jest on do niczego, że życie z kimś co ma problemy nie ma sensu, że lepiej go wymienić na lepszy „model” i najlepiej zrobić to od razu, bo czas leci i szkoda tracić życia, skoro z kimś innym możesz być szczęśliwa(y) od razu.
Jednak to podejście do życia może okazać się bardzo złudne, bo każdy związek ma dobre i złe chwile. Dlatego właśnie warto cieszyć się dobrymi, a przeczekać te złe. Bo związek zawiera się na dobre i złe, a nie tylko na dobre chwile.

 

.

Gdybyś chciał(a) zasięgnąć ode mnie rad na temat tego, jak możesz zmienić swoje życie w TWOIM konkretnym przypadku, to INFORMACJE ZNAJDZIESZ W TYM MIEJSCU.

Zapraszam serdecznie.
Marzenna


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to:

 

 

  • Miłość nie jest taka prosta. Czasem ludzie się rozstają. To nie kwestia przeczekania, czy przekonania się do kogoś. Czasem zwyczajnie miłość mija. Można powalczyć. Ba, nawet trzeba powalczyć. Ale to boli również osobę, która już nie kocha. Myślimy w prosty sposób, że ofiarą jest osoba porzucana. Ale wystarczy „ubrać buty” człowieka, który nie kocha już, a jest w związku. Perspektywa się zmienia. Trudny, trudny temat. To tak jak księżyc. Ma dwie strony. Pozdrawiam ciepło!

  • Pingback: URL()