Dużo się o tym mówi, a jak komuś coś nie wychodzi, to słyszy on często: Uwierz w siebie, będzie dobrze.
Ale czyjeś słowa niczego nie zmienią, jeśli sam(a) w nie nie uwierzysz. Zauważ więc, że wszystko jest oparte na wierze. W takim układzie powiedzenie: „wiara czyni cuda” jest prawdziwe.

Wszystko byłoby proste gdybyś potrafił(a) mieć w sobie tyle wiary, żeby to czego chcesz spełniało się w Twoim życiu. Jednak często jej aż tyle nie posiadasz. I czujesz, że musisz coś zrobić, żeby wzmocnić w sobie wiarę w siebie.

Dlaczego?
Główną przyczyną jest fakt, że na pewno już nie raz stało się tak, że to czego pragnęłaś po prostu Ci się nie udało. I wtedy wyszłaś(eś) z założenia, że skoro się nie udało, to kto wie czy w ogóle coś komuś wychodzi.
Kto wie czy w ogóle marzenia się spełniają i czy w ogóle jest możliwe dojść do celu jaki chciał(a)byś osiągnąć?

A może życie jest przypadkiem i jak ktoś ma szczęście, to wszystko mu się udaje, a jeśli ma pecha to nic mu nie wychodzi? I może Ty właśnie zaliczasz siebie do tych pechowców?

Na pewno zaraz stwierdzisz, że takie myślenie podważa Twoją wiarę w siebie. I masz rację.

Ale czy to jest aż takie ważne?
Sądzę, że są inne rzeczy znacznie ważniejsze.
Ale po kolei.

photo-large (1)

Najpierw trzeba by rozpatrzeć problem z zupełnie innego punktu widzenie, bo rozpatrywanie go z punktu wiary w siebie, to tak jakbyś zauważył(a), że Twoja ukochana roślina więdnie, a Ty patrzyłabyś na jej liście i myślała, jak je podeprzeć, żeby nie opadały. A przecież zdajesz sobie sprawę, że żeby roślina dobrze i zdrowo rosła, to musi mieć dobrą glebą czyli odpowiednio wilgotną (trzeba ją więc w odpowiednich proporcjach podlewać), o dobrym składzie (czyli ziemia musi być odpowiednia albo odpowiednio nawożona).
Jeśli więc wsadzisz do odpowiedniego gruntu zdrową roślinę i będziesz o nią dbał(a), to powinna ona rosnąć bez zastrzeżeń. Oczywiście zdarza się, że jakaś roślina w odpowiednich warunkach źle rośnie ale być może dlatego, że gdy ją sadziłaś(eś), nie była już zdrowa i miała jakieś zarazki, a Ty ich nie zauważyłaś(eś), albo że jest nieodpowiednio pielęgnowana, o czym przecież nie musisz wiedzieć, bo każda roślina wymaga innych starań.
Ale gdyby założyć, że wszystkie te warunki są spełnione, to roślina powinna rosnąć odpowiednio i powinna być piękna i okazała.

Podobnie jest z Twoją wiarą w siebie. Gdy są spełnione odpowiednie warunki, to Twoja wiara w siebie też będzie odpowiednia. I nawet gdy będziesz miała chwile zwątpienia, do których masz całkowite prawo, to i tak wiara będzie na tyle duża, że po krótkim czasie znów wypłynie z Ciebie na wierzch i będziesz pełna(y) nadziei, że Twoje marzenia się spełnią lub Twoje potrzeby zostaną zaspokojone.
Przed chwilą o tym pisałam i chciałabym, żebyś zauważył(a), że wiara w siebie (Twoja wiara w Ciebie samą(ego)) nie jest zależna od tego co dzieje się na zewnątrz. Ona wbrew pozorom, tak naprawdę nie ma nic wspólnego z tym co dzieje się wokół Ciebie, bo mogą w Twoim życiu zaistnieć najróżniejsze sytuacje, które będziesz kwalifikował(a) jako dobre albo złe, ale one wcale nie mają istotnego wpływu na Twoją wiarę, jeśli będzie ona (tak jak roślina opisana powyżej) miała odpowiedni grunt i jeśli będzie odpowiednio pielęgnowana, chociaż grunt to podstawa, żeby Twoja wiara w siebie była wystarczająca.

pexels-photo-29642-large

Dlatego też chciałabym teraz powiedzieć coś o tym Twoim gruncie, po Twoją wiarę w siebie.
Myślę, że podstawową sprawą, która powoduje, że ten grunt zaczyna być niepewny jest to, że masz zakorzenione w sobie stwierdzenie: muszę zrobić to czy tamto, muszę życie przeżyć dobrze, muszę być lepsza(y), muszę być dobrą matką, muszę być dobrym synem, MUSZĘ ZREALIZOWAĆ SWOJE MARZENIA, MUSZĘ W SIEBIE WIERZYĆ.

To muszę powoduje, że wciąż czujesz na sobie obowiązek, który „mówi” Ci co musisz zrobić. To tak jak pułapka, tak ja życie w klatce, z której czujesz, że nie możesz wyjść, bo wciąż coś musisz…

To „musisz” powoduje, że się spinasz, że żyjesz w ciągłym stresie, że popadasz w depresje.
To „musisz” powoduje, że widzisz, że nie jesteś w tym czy innym temacie dobra(y), bo jeszcze coś musisz z tym zrobić.
To „musisz” powoduje, że tracisz pewność siebie, bo skoro coś musisz, to znaczy, że czegoś Ci jeszcze brakuje.
To „musisz” powoduje, że zaczynasz czuć się źle we własnej skórze, bo nie jesteś dobry taki jaki jesteś teraz, ponieważ jeszcze coś musisz ze sobą zrobić.
To „musisz” powoduje, że wciąż sprawujesz sam(a) nad sobą kontrolę i nie pozwalasz sobie na swobodę wyboru ani swobodę działania, bo wiesz, że najpierw coś jeszcze musisz.
To „musisz” hamuje więc wszystkie zmiany, jakie mogłyby zajść w Twoim życiu, gdybyś pozwolił(a) w nim działać swojej intuicji, swojemu instynktowi.

Tym musisz odbierasz sobie swoje osobiste prawo do wolności.

Ale Ty nic nie musisz jedynie Ty MOŻESZ COŚ CHCIEĆ LUB mieć na coś ochotę.

-photo-large (1)

Zdaj sobie sprawę, że nie po to się urodziłaś(eś), żebyś się do czegoś przymuszał(a), czyli żebyś coś musiał(a) zrobić.

Myślę, że w tym ferworze walki, w tej potrzebie bycia sobą, w tym że musimy coś podczas swojego życia zrobić, że musimy coś po sobie zostawić, że mamy ciągłe obowiązki, że wciąż coś planujemy, bez przerwy sami siebie z czegoś rozliczamy, zapomnieliśmy tak naprawdę, po co jesteśmy na ziemie.

W tym wszystkim zapomnieliśmy, że najważniejsze jest po prostu życie. Tak życie, nasze życie jest najważniejsze. Chodzi o to, żeby poczuć, że Ty żyjesz, żeby poczuć w sobie życie.

A gdy czujesz w sobie, życie, gdy czujesz że żyjesz, to to jest wszystko po co się urodziłaś(eś).

A gdy czujesz w sobie życie, to zarazem czujesz, że coś nieokreślonego, coś niedefiniowalnego rozpiera Cię od środka.
Czujesz że jesteś szczęśliwa(y) i że to szczęście wypływa z Ciebie samej(go).
Czujesz, że coś nieokreślonego, coś czego nie potrafisz dokładnie opisać, dzieje się z Tobą ale też czujesz, że możesz temu czemuś zaufać, że nie masz się czego bać.

Bo ani szczęście, ani miłość, ani Twoje życie nie ma nic wspólnego z tym co dzieje się na zewnątrz Ciebie.
Wszystko co najważniejsze Ty masz już w sobie, a Twój problem polega na tym, że szukasz wszystkiego gdzieś na zewnątrz, gdzieś wokół siebie, gdzieś daleko i w nieskończoności.

I tak długo będziesz tego czegoś nieokreślonego szukał(a), aż nie zrozumiesz, że Ty już wszystko posiadasz, wszystko co zwie się miłością, szczęściem i radością.

A gdy w jakimś stopniu dopuścisz tę myśl do siebie, że Ty niczego nie musisz, że masz już wszystko, to Twoje życie zacznie się układać tak jak tego chcesz.

Nic więc nie musisz, bo wszystko już posiadasz.
Nie musisz więc w siebie wierzyć, żebyś był(a) szczęśliwa(y).

 

.

Gdybyś chciał(a) zasięgnąć ode mnie rad na temat tego, jak możesz zmienić swoje życie w TWOIM konkretnym przypadku, to INFORMACJE ZNAJDZIESZ W TYM MIEJSCU.

Zapraszam serdecznie.
Marzenna


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: