Ostatnio coraz częściej można zaobserwować, że ludzie zamykają się w sobie czyli przestają mówić o swoich przeżyciach i to czasami niezależnie od tego, czy to są dobre rzeczy czy złe.

Można to zaobserwować zarówno u osób samotnych jak i u tych, które funkcjonują w normalnych rodzinach.

Te samotne często stronią od innych ludzi: nie mają przyjaciół, a z rodziną zerwali kontakty, albo utrzymują je sporadycznie: od przypadku do przypadku, od potrzeby do potrzeby, czy od święta do święta, a poza tym żyją samotnie i mówią, że im tak jest dobrze i że nie mają zamiaru tego zmieniać.

Ta druga grupa „zamkniętych osób”, to Ci, którzy na pozór żyją  w rodzinach, z innymi ludźmi: mają znajomych, przyjaciół, bliskie osoby, więc na zewnątrz wygląda, że wszystko jest w porządku, że normalnie funkcjonują i wydawałoby się, że to szczęśliwi ludzie, że dobrze im się żyje. Są nawet tacy, którzy im zazdroszczą. Ale czasami okazuje się, że tak naprawdę, to są oni samotni, bo zamknęli się w sobie. Zamknięcie ich polega na tym, że wszystko, co się dzieje w ich życiu przeżywają w swoim wnętrzu, przeżywają sami ze sobą, chociaż mieszkają i na pozór współistnieją z rodziną, z bliskimi.

Gdy jednak mają problem, to nie rozmawiają o nim z nikim ze swoich bliskich, nie radzą się ich jak go rozwiązać, nie zwierzają się z niego, a jedynie zostają sami ze swoimi myślami i rozwiązują go tak, jak sami zdecydują. Uważają, że to jedynie ich sprawa i nie chcą mieszać do niej swoich bliskich. Sądzą, że w ten sposób troszczą się o tych, których kochają, bo nie obciążają ich swoimi problemami.

kub2

Muszę przyznać, że jest w tym punkcie widzenia sporo prawdy, bo wtedy, kiedy bliscy nie znają problemu, to oczywiste jest, że się o niego nie martwią, gdyż przecież nie mają pojęcia o co chodzi. Ale jest to tylko jeden z punktów widzenia. Należy sobie jednak zdać sprawę z tego, że bliscy nie są ślepi i widzą, iż coś złego się dzieje. A choć nie martwią się dokładnie o ten problem, to z troski o kochaną osobę, martwią się tym, że ze sobą nie rozmawiają, że czuję oddalenie od siebie, że czują, iż coś jest nie tak.

Wyrzucają sobie, że może coś przeoczyli, może zrobili coś złego, a może rozpada się ich związek, skoro już ze sobą nie rozmawiają. Wtedy mogą niepotrzebnie drugą osobę, podejrzewać o różne rzeczy, które wcale nie muszą mieć miejsca, ale wyobraźnia niesie ich gdzieś daleko, bo przecież nie mają pojęcia jaka jest przyczyna zamknięcia się bliskiej osoby. I pomimo wszystko, pomimo tego, że ten problem siłą rzeczy ich nie dotyczy, to jest bardzo prawdopodobne, że wpłynie on źle na ich wspólne życie.

Dlatego czasami warto się zastanowić czy na pewno nie powinieneś wtajemniczać osób, które kochasz w swoje problemy, w to co przeżywasz, bo to, że one niczego się od Ciebie nie dowiedzą wcale nie znaczy, że na tym nie ucierpi Wasze wspólne życie. Wręcz przeciwnie: może stać się jeszcze gorzej, niż gdyby dowiedziały się w porę o Twoim problemie. Może na początku nie byłoby im łatwo i może byłyby zaniepokojone, ale prawdopodobnie jest to i tak znacznie lepsze niż skrywanie wszystkiego w sobie.

.

ZAPRASZAM DO NAPISANIA KOMENTARZA I WYRAŻENIA SWOJEJ OPINII 🙂


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: