Kochaj… piękne słowo…
Myślę, że miłość, to temat wart uwagi. I nawet, jeśli udajesz, że Cię on nie interesuje, to prawdopodobnie tak nie jest.

Możliwe, że nie raz zapracowujesz się „na śmierć” i robisz wiele innych, często mało ważnych dla Ciebie rzeczy, tylko po to, żeby zagłuszyć w sobie ból „braku miłości”, chociaż możliwe jest, że wcale nie zdajesz sobie z tego sprawy.

Chcę tu poruszy temat miłości do bliźniego, głównie do najbliższych osób, być może osób, z którymi mieszkasz, z którymi żyjesz na co dzień?

Przypuszczam, że zdarza Ci się zastanawiać nad tym czy kogoś kochasz. Myślisz sobie – „powinienem” ją(jego) kochać, ale właściwie nie jesteś pewny czy kochasz czy nie.

Niby jest to ktoś Ci bardzo bliski i prawdopodobnie dlatego masz w sobie, gdzieś w swojej podświadomości, tę myśli: „Jak to, przecież to ktoś tak bardzo mi bliski, to byłoby niedorzeczne, gdybym jej(go) nie kochał(nie kochała). Muszę ją(go) kochać”. A zarazem czujesz w sobie coś sprzecznego, coś, co mówi Ci, że nie masz pewności, coś, co każe Ci się zastanowić, coś, co podpowiada Ci, że może to nie być prawdą.

Ale z drugiej strony, pomimo to, za nic, nawet sam przed sobą, nie chcesz się przyznać, że to nie miłość, że coś jest nie tak, że jest w tym wszystkim jakiś problem. Nie chcesz się przyznać, bo to by oznaczało Twoją klęskę, Twój upadek.

A przecież nie chcesz za nic upadać! Brniesz więc dalej w tę „niby” miłość i jeszcze głośniej, i jeszcze dobitniej chcesz udowodnić, że kochasz tę osobę.

Ale może w takim momencie warto zastopować?
Może warto się przyznać do tego, że coś jest nie tak?
Może warto się nad tym wszystkim zastanowić i pomyśleć dlaczego tak się dzieje?

Zastanów się:
– Ile jest w Tobie miłości do samego siebie?
– Czy kochasz siebie samego?
– Czy czujesz do siebie miłość?

Czy akceptujesz te wszystkie swoje niedociągnięcia, to wszystko, co jest w Tobie nie takie jakbyś tego chciał, to wszystko, co nie podoba Ci się w Twoim wyglądzie, to wszystko, co Ci w życiu nie wyszło? Akceptujesz!?… Czy tylko udajesz sam przed sobą, że… akceptujesz?

A może, zanim wyjdziesz z domu, przykrywasz twarz grubą warstwą pudru. Albo malujesz sobie sztuczne brwi (uważając, że Twoje są do niczego), zakładasz sztuczne rzęsy i myślisz nad operacją plastyczną, w której usunęłabyś sobie zmarszczki czy zmniejszyła nos, albo powiększyła biust?

Być może jest tak, że jeśli w pracy nie wyjdzie Ci jakiś projekt, czujesz do siebie nienawiść i wyzywasz się od najgorszych, i uważasz, że jesteś zły, wybrakowany, do niczego, zamiast to zaakceptować i przejść koło tego do dalszego planu życia?

A może wciąż myślisz, że jesteś za gruby , a nawet próbowałeś już wielu metod odchudzania, aż wpadłeś w anoreksję albo w bulimię, bo nie możesz na siebie patrzeć?

Czy na pewno kochasz siebie takim, jakim jesteś?

Bo jeśli siebie nie kochasz, to prawdopodobnie masz też problem z miłością do wszystkich innych osób, a w szczególności do swoich bliskich.

.

 


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: