Pewna kobieta długo czekała na powrót swojego męża. ON nigdy nie potrafił zdecydować czego oczekuje od życia. Odchodził od niej, kiedy tylko działo się w rodzinie coś niedobrego, tak jakby żenił się tylko na dobre…
Gdy więc coś zaczynało dziać się w ich życiu, gdy bał się, że nie podoła, to po prostu odchodził od rodziny: od niej, od dzieci i zamieszkiwał gdzieś indziej.
ONA była bezradna, nie wiedziała jak temu zapobiec. Zostawała sama z dziećmi na bliżej nieokreślony czas i musiała przetrwać…

Większość kobiet na jej miejscu dawno by się rozwiodło, ale nie ONA, ponieważ pomimo wszystko go kochała. Instynkt podpowiadał jej, że łączy ich prawdziwa miłość i coś w środku niej mówiło, że warto na niego czekać, że odchodzi on tylko dlatego, że sam ze sobą nie potrafi sobie poradzić.

Patrząc z punktu widzenia panującej obecnie mody na szybkie rozstrzyganie spraw, na niemarnowanie czasu, na szybkie sprecyzowane konkretnie decyzje, to ONA dawno powinna zostawić swojego męża, bo wg obecnie panującego podejścia do życia- nie warto marnować czasu, nie warto się smucić.
To tak, jakby obowiązkiem było pozytywne myślenie. A przecież skoro odchodzi mąż, trudno jest myśleć pozytywnie i w takim układzie lepiej szybko się rozwieść, później poszukać innego, bardziej odpowiedniego mężczyzny i wtedy można znów czuć się dobrze i myśleć pozytywnie.

108070-large

ONA obserwowała jednak ludzi, obserwowała inne pary małżeńskie i zauważyła, że ci co dawno się już rozwiedli i byli w nowych związkach, po jakimś czasie też przestawali być szczęśliwi. A gdy rozmawiało się z nimi, to niejednokrotnie wspominali byłe żony czy mężów, a w ich głosie można było wyczuć smutek i złość. I można było zrozumieć, że żałują tej decyzji o rozwodzie, że żałują iż tak szybko ją podjęli, bo gdy ostygła w nich złość w stosunku do byłej żony czy męża, to zrozumieli, że wtedy byli szczęśliwi, że wtedy prawdziwie kochali i byli kochani, ale wtedy nie zdawali sobie z tego sprawy i gdy nie wychodziło im w życiu, gdy nie udawało im się osiągnąć tego, co zamierzali, to szybko, bez większego namysłu, kończyli swoje małżeństwo, bo sądzili, że to właśnie przez nie im nie wychodzi, że przeszkodą jest druga połowa. Uważali, że gdyby dziś stanęli w tamtym miejscu, z dzisiejszym doświadczeniem, to na pewno tak szybko by się nie rozwiedli i robiliby wszystko, żeby zachować małżeństwo.

ONA zdawała sobie sprawę, że jej mąż ma problemy z własną osobą, że nie potrafi sobie z nimi poradzić i że jego duma powoduje, że nie chce o tym z nią rozmawiać, bo ta rozmowa, żeby dała pozytywny rezultat, musiałaby doprowadzić do jednego, do tego, żeby ON musiał przyznać się sam przed sobą, że żona nie jest winna jego niepowodzeniom…

ON po prostu nie miał tyle odwagi, żeby przyznać się przed samym sobą, że nie jest idealny, że popełnia błędy. ON odkąd pamięta,zawsze chciał być coraz lepszy. Pragnął, żeby jego małżeństwo było lepsze od małżeństwa jego rodziców, bo nie znosił tego, że oni nie potrafili ze sobą rozmawiać, że wiele ich rozmów kończyło się awanturą. ON nie znosił tego, jak jego rodzice wciąż przekomarzali się i wciąż zwracali sobie nawzajem uwagę, co do wychowywania dzieci. Nie mógł słuchać, jak obrzucali się obelgami. Nie mógł patrzeć gdy jedno drugiego obwiniało za swoje niepowodzenia. ON nienawidził tego wszystkiego.

107607-large

Dlatego też kiedyś sobie obiecał, że nigdy nie popełni takich błędów jak jego ojciec, że nigdy za nic nie będzie obwiniał swojej żony, że jego małżeństwo będzie idealne, że nigdy nie będzie taki, jak jego ojciec.
A teraz ON sam siebie nie poznaje, nie umie sobie poradzić. Teraz jego małżeństwo stało się jeszcze gorsze od małżeństwa jego rodziców, bo nie dość, że ON obwinia za swoje nieudane życie własną żonę, to odchodzi od niej, bo nie potrafi patrzeć na to, jakie beznadziejne jest jego życie.
ON nie rozumie co się dzieje… Doszedł do wniosku, że to jakaś klątwa. Wymyślił, że to może za karę, że już nie da się niczego ominąć. ON stracił już wiarę w to, że jego małżeństwo mogłoby być jeszcze kiedykolwiek szczęśliwe. Uważa, że już nie da się nic zrobić, więc się poddał, skoro zdecydował, że ich małżeństwo nie ma już żadnych szans.

ONA zdaje sobie z tego sprawę, więc czeka na niego. Nie wie, jak długo to czekanie jeszcze potrwa, ale ma nadzieję, że przyjdzie taki moment, kiedy ich  życie się odmieni. ONA cierpliwie czeka, chociaż wcale nie jest jej lekko.
ONA zrozumiała jakie błędy sama popełniła… Odpowiedzi poszukała w sobie samej…
ONA wierzy w prawdziwą miłość.

Hymn o miłości

… Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. Miłość nie zazdrości, nie szuka poklasku, nie unosi się pychą;

nie dopuszcza się bezwstydu, nie szuka swego, nie unosi się gniewem, nie pamięta złego;

nie cieszy się z niesprawiedliwości, lecz współweseli się z prawdą.

Wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, we wszystkim pokłada nadzieję, wszystko przetrzyma.

Miłość nigdy nie ustaje, [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie.

Po części bowiem tylko poznajemy, po części prorokujemy.

Gdy zaś przyjdzie to, co jest doskonałe, zniknie to, co jest tylko częściowe.

 

Gdy byłem dzieckiem, mówiłem jak dziecko, czułem jak dziecko, myślałem jak dziecko. Kiedy zaś stałem się mężem, wyzbyłem się tego, co dziecięce.

Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś [zobaczymy] twarzą w twarz: Teraz poznaję po części, wtedy zaś poznam tak, jak i zostałem poznany .

Tak więc trwają wiara, nadzieja, miłość – te trzy: z nich zaś największa jest miłość.

.

Gdybyś chciał(a) zasięgnąć ode mnie rad na temat tego, jak możesz zmienić swoje życie w TWOIM konkretnym przypadku, to INFORMACJE ZNAJDZIESZ W TYM MIEJSCU.

Zapraszam serdecznie.
Marzenna


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: