Kilka dni temu, jadąc z córką samochodem usłyszałam w radiu słowa, które to promowały następny utwór muzyczny: „Ten kawałek jest w stanie rozprostować włosy nawet po trwałej ondulacji”.

Przytoczyłam tę wypowiedź, ponieważ myślę, że dokładnie tak działa na nas Tu i Teraz, czyli poczucie obecności w chwili obecnej.

Ponieważ teraz sukces jest wszechobecnym tematem i niemal każdy chce go odnieść, jak nie w jednej dziedzinie to w innej. Prześcigamy się w tym, żeby udało nam się być jak najlepszymi. Robimy niemal wszystko, żeby nas zauważono, żeby ktoś powiedział: „Jesteś w tym dobry”. Dajemy się złapać w sidła tym, którzy zauważą w nas coś, co mogłoby spowodować, że poczujemy się „człowiekiem sukcesu”.

 

chained_hands_free_photo1-690x457
Wszystko prowadzi do jednego.
Chcemy poczuć się wyróżnieni. Chcemy poczuć się… po prostu lepiej. Poczucie się lepszym powoduje, że czujemy się jakbyśmy byli wyjątkowi, jakby w nas coś pękało, jakby coś powodowało, że … zaczynamy siebie samych bardziej akceptować, że zaczynamy siebie samych bardziej doceniać, że zaczynamy siebie samych bardziej lubić. I chyba po to jest nam głównie potrzebny sukces.

Ale często tak jest, że dążymy do jakiegoś wyznaczonego celu, a gdy go osiągamy to dość szybki czujemy niedosyt. Czujemy, że to jeszcze nie to, że czegoś nam brakuje. Zastanawiamy się co by to mogło być i wtedy często dochodzimy do wniosku, że na pewno sukces, który całkiem niedawno odnieśliśmy, a na którego czekaliśmy może kilka lat, nie przyniósł nam takiego dobrego samopoczucie, jakiego się spodziewaliśmy, że sukces nie spowodował, żebyśmy na stałe poczuli się dobrze, że ten sukces wcale nie sprawił, że siebie akceptujemy.
A gdy dochodzimy do takiego wniosku, to wtedy możemy poczuć się jeszcze gorzej niż przed odniesieniem sukcesu, bo może okazać się, że w żaden sposób nie przysłonił on tego czego do tej pory w sobie nie akceptowałeś.
Odniesiony sukces i poczucie, że to jednak nie to uczucie, jakiego się spodziewałeś może spowodować, że zobaczysz w sobie jeszcze więcej wad niż dotychczas.

Dzieje się tak dlatego, że uświadomiłeś sobie jak ciężko na ten sukces pracowałeś, a jak mało on Ci dał w zamian. Inaczej mówiąc szybko zrozumiałeś, że to co osiągnąłeś nie było współmierne do przeznaczonego na jego osięągnięcie czasu, bo „odkładając na później” inne dziedziny życia musisz coś teraz nadrobić co nie jest to proste, a wreszcie do samego „poczucia się lepszym”.

EKDRRGKOI8
Dlaczego tak się stało?

Ponieważ często sukces, który osiągamy- nie jest naszym sukcesem. To „sukces kogoś”: może rodziców, może kolegi.
Uważam też, że często dążenie do sukcesu zaszczepiają w nas media.
Bo to właśnie tam pokazywany jest idealizm. To stamtąd dowiadujemy się jak powinniśmy postępować. To stamtąd uczymy się jak żyć i jak być idealnym. Począwszy od naszego wyglądy (co spowodowało wiele problemów m.in. anoreksję czy bulimię), poprzez to jak mamy się zachowywać albo np. jacy mają być poszczególni członkowie naszej rodziny (dowiadujemy się np. co to znaczy być dobrym rodzicem, jakie zachowanie dzieci jest zgodne z wzorcem a jakie nie, ile powinniśmy mieć na koncie itp.).
Nauczyliśmy się jedynie co to idealizm. Ale „nie ma ludzi idealnych” , a więc i żadne z nas nigdy nie będzie idealne. Nasz problem to dążenie do idealizmu. Inaczej mówiąc dążymy do tego co jest nieosiągalne.
Jak więc mamy nie popadać w depresję, jak mamy siebie zaakceptować, jak mamy siebie samych polubić- skoro nie jesteśmy idealni?
Ale, żeby poczuć się dobrze we własnej skórze musimy poznać samych siebie, swoje osobiste marzenia, dążenia i cele, które my chcemy osiągnąć. Bo to mają być nasze cele, a nie wymyślone na zewnątrz albo narzucone nam np. przez media. To my musimy dojść do tego, czego naprawdę chcemy: co nas cieszy, co nam sprawia przyjemność i co nas uszczęśliwi.
To musi być nasz osobisty cel, bo to jest nasze osobiste życie.

I gdy w końcu przebudzisz się i zobaczysz, że Twoje marzenia w większości (a może i wszystkie) są cudzymi, to znaczy, że jesteś właśnie Tu i Teraz.  
I od tego miejsca możesz ruszyć w dalszą drogę swojego własnego życia.

Bo w końcu przyznałeś się sam przed sobą czego oczekujesz od życia i co chcesz w nim osiągnąć. A odrzuciłeś to czego od Ciebie oczekują inni.

I wtedy możesz być naprawdę szczęśliwy.

.

Gdybyś chciał(a) zasięgnąć ode mnie rad na temat tego, jak możesz zmienić swoje życie w TWOIM konkretnym przypadku, to INFORMACJE ZNAJDZIESZ W TYM MIEJSCU.

Zapraszam serdecznie.
Marzenna


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to:

 

Categories: Teraźniejszość
  • Dokładnie, ważne by nikogo nie naśladować, postarać się wsłuchać w swoje pragnienia i potrzeby. Staram się być uczciwa wobec siebie i nie udawać kogoś kim nie jestem. Nie wszystko mi się w sobie podoba, ale od czego jest życie? Nad wszystkimi wadami można popracować;)

  • Właśnie. cieszę się, że podzielasz moje zdanie. Ja myślę, że najlepiej po prostu zaakceptować swoje wady (zresztą to co Ty uważasz za swoją wadę ktoś inny może nawet pokochać). A kto wie- może kiedyś nawet polubisz te swoje wady?

  • Tekst daje do myślenia, ale nie zgodzę się z tezą, że sukces „nie smakuje” bo należy do kogoś innego. W moim przypadku było tak, że z najgorszej pokraki doczłapałam się dwa razy na podium Mistrzostw polski w judo. Nie czułam szczęścia i satysfakcji – sam proces doskonalenia się wspominam jak cudowne doświadczenie przełamania własnych barier. Dlaczego sukces mi nie sprawił radości? Realizowałam cel trenera, ambicję, chciałam czuć się akceptowana, sęk w tym, że od walki wole sztukę ..:) Dziwne prawda?

  • To fakt. Sukces zawsze smakuje. A Tobie gratuluje 🙂
    Ale później się człowiek czasami budzi. Myślę, że sukces jest właśnie niektórym potrzebny po to, żeby w końcu zobaczyli swoją wartość, która raczej nie zależy od sukcesu 🙂 Bo każdy jest wartościowy (niezależni od tego co w życiu osiągnął), jedynie wielu tego nie zauważa.