autor: Jakub

Kodeks niepamięci (wyciąg skrócony)

  • 1 Wszelkie wspomnienia, marzenia i inne wytwory przeszłości czy też wyobraźni są własnością posiadacza tychże zwanego dalej właścicielem.

[…]

  • 4 Właściciel ma prawo zrzec się swoich marzeń bądź też wspomnień na rzecz Centralnego Urzędu Niepamięci.
  • 5 Zrzeczenia się w/w należy dokonać w siedzibie Urzędu.
  • 6 Wymazanie następuje na miejscu i jest bezpłatne.

[…]

  • 8 Były właściciel, wraz z aktem wymazania, traci wszelkie prawa do swoich, byłych już, marzeń i wspomnień.

[…]

  • 12 Jeżeli były właściciel będzie dążył do odzyskania w/w, lub też dokona tego, podlega karze dezaktywacji cielesnej.

 

 

Nazywam się Adam de Vir. Jestem wdowcem. Mam 33 lata. Jestem przestępcą. Złamałem § 12 Kodeksu niepamięci. Wkrótce umrę…

 

 

– Dlaczego jeszcze nie idziemy do domu? Zimno się już robi – zapytała Ewa.

– Poczekaj chwilę. Przecież wiesz jak lubię zachody słońca nad morzem. W sierpniu szczególnie. Zdaję sobie sprawę, że jest już zimno, że jesień za pasem, a lato się kończy, ale jeszcze trochę… proszę.

Moja żona wiedziała, że i tak zostaniemy. Prośba była zbyteczna. Wydęła tylko wargi w udawanym zagniewaniu i siadła obok mnie na piasku. Objąłem ją ramieniem i przytuliłem. Naprawdę było jej zimno. Zadrżała i wtuliła się we mnie.

– Dlaczego lubisz tu przychodzić? – zapytała.

– Czyż to nie jest jasne? To morze, te fale, te skały, piasek pozwalają mi odczuć, że jest jeszcze coś poza naszym światem. Coś poza materią.

– Przecież to zabobon, za który można pójść do więzienia! – wykrzyknęła – Choć, powiem szczerze, że czasami też mam wrażenie, że jest coś poza tym naszym światem – dodała cicho, jakby obawiając się szpicla Prawomyślności za plecami.

Nasz świat jest wspaniałym światem. Nie ma w nim bólu, bo przecież każdy może go zapomnieć. Nie ma w nim zabobonów i religii, bo przecież to one były powodem tylu wojen. Nie wiem tylko dlaczego są jeszcze tacy, którzy chcą powrotu tego co było. Nie rozumiem dlaczego chcą znowu czuć ból i smutek. Nie rozumiałem tego. Czasami jednak czułem coś dziwnego. Wiem, że za takie rzeczy idzie się do więzienia, ale nie potrafiłem tego od siebie odrzucić. Czułem, że zmiany w naszym idealnym społeczeństwie poszły za daleko. Pozbawiliśmy się czegoś nieuchwytnego. Czegoś, co nadaje życiu pełnię. Myślałem nawet aby pójść do Urzędu i wymazać sobie te dziwne wątpliwości, ale w końcu nasi politycy, którzy zwali sami siebie Szermierzami Humanizmu, nie mogą się mylić. „Człowiek jest najdoskonalszą istotą” – powtarzali. Skoro jest najdoskonalszą to przecież doskonali wybierają doskonałych, aby nimi rządzili. Tak więc doskonali nie mogą się mylić. „To człowiek jest doskonały, a skoro jest doskonały to nie potrzebuje zabobonów” – tak brzmiało hasło ostatniej kampanii wyborczej poprzedzającej delegalizację i likwidację wszystkich religii. Zapytasz zapewne gdzie w tym świecie jest miejsce na miłość. Pod koniec XX wieku odkryto przecież, że ta tzw. miłość to szereg zwykłych reakcji chemicznych. Kolejny krok w zwycięstwie naszego materialnego świata nad światem zabobonów.

– Kocham cię – powiedziałem po dłuższej chwili wpatrywania się w słońce chowające się w wodach oceanu.

– To znaczy, że znowu coś ci chemia sfiksowała w organizmie – odparła Ewa ze śmiechem

– Przecież wiesz co chcę powiedzieć! – odburknąłem

– Wiem, wiem kochanie. Tylko bardzo się boję. Boję się, że poczujemy coś innego. Poczujemy, a zarazem dowiedziemy, że nasi Prawodawcy się mylą. Za to idzie się do więzienia… a ja nie chcę cie stracić. Nasz świat nie potrzebuje męczenników. Jest idealny, a taki ich nie potrzebuje.

– Jednak czasami chce mi się wyć. Chcę wykrzyczeć co do ciebie czuję i wiedzieć, że mam rację… bo ją mam!

– Wiem o tym… tylko tak bardzo się boję – mówiąc to przytuliła się do mnie znowu, a ja przytuliłem jej głowę przykrytą burzą długich kręconych blond włosów, jakbym chciał wziąć na siebie wszystkie ciosy i ochronić moją miłość przed złem tego świata. Jak robili to dawni rycerze. Zaraz… zaraz! Ten świat nie był zły, więc rycerze też nie byli w nim potrzebni.

– Szkoda – pomyślałem to, a nie powiedziałem i dobrze zrobiłem czując czyjąś obecność za nami.

– Proszę już iść do domu – powiedział niski nijaki jegomość stojący za nami.

– Oczywiście. Już się zbieramy. – odpowiedziałem.

Wiedziałem. Podświadomie wiedziałem, że był to Agent Prawomyślności. Nie mogłem tego powiedzieć, bo to poczułem, a w naszym świecie materialnym, nie ma miejsca na czucie. Prawo stanowi, że materia jest wszystkim… a prawo jest bogiem. Szermierze Humanizmu nie lubili tego stwierdzenia.

 

 

Ciekawe co ją tak długo mogło zatrzymać w pracy. Może korki w drodze do domu… tak… to zdecydowanie były korki. Szkoda tylko, że obiad wystygnie. Ewa nie lubiła jeść odgrzewanego. Zresztą ja także nie lubiłem. To zastanawiające, że wiele rzeczy wspólnie lubiliśmy, jak i wspólnie nie znosiliśmy. Podobno przeciwieństwa przyciągają się przed ślubem i odpychają po ślubie. Na pewno nie byliśmy przeciwieństwami. Byliśmy do siebie bardzo podobni… może czasami za bardzo. Zapytasz czy to nie mogło się nam znudzić. Owszem, po pewnym czasie pewnie tak. Jednak trzeba pielęgnować i odświeżać to co łączy ludzi, a wtedy nigdy się nie znudzi.

Pomyśleć w jakich wariackich okolicznościach się poznaliśmy. Spotkałem ją przedtem kilka razy, lecz poza ‘cześć’ i zwyczajnym (nie-zwyczajnym) uśmiechem nie było nic. Pamiętam, to był 14 grudnia. Miałem wtedy 18 lat i byłem w klasie maturalnej. Kompletnie nie wiedziałem z kim wybrać się na bal studniówkowy. Wiedziałem, że chcę tam być z Nią. Ona mogła mieć każdego – długie blond loki… a raczej sprężynki, niesamowite rzęsy i ten chód. Ona nie szła – ona płynęła. Pomyślałem sobie – skoro może mieć każdego to trzeba załatwić sprawę z fantazją.

 

 

Serce biło mi jak oszalałe, a ręka drżała. Wysunąłem ją do przodu i pomimo wszystko, zdecydowanie nacisnąłem guzik domofonu.

– Słucham? – usłyszałem w głośniku.

– Dzień dobry. Nazywam się Adam de Vir. Jestem… kolegą Ewy. Czy jest może w domu, bo chciałem z nią porozmawiać? – wydusiłem jednym tchem

– Niestety Ewa wyszła do koleżanki jakiś czas temu…

– W takim razie przepraszam za kłopot, ja…

– Nie ma sprawy. Jeśli pan chce to proszę wejść i poczekać na nią. Powinna być za chwilę.

Nie mogłem uwierzyć własnym uszom. Z szoku wyrwał mnie dzwonek otwieranych drzwi. Pchnąłem furtkę i ruszyłem ku przeznaczeniu. Przywitałem się z jej rodzicami i chwilę spędziłem na rozmowie z nimi. Kiedy weszła Ona, wstałem na równe nogi, gotowy przyjąć wszystko co los mi ześle.

– Co ty…? Nie spodziewałam się? – wyglądała jak spłoszona łania, na widok drapieżnika.

– Ten miły pan jest do ciebie córeczko. Zostawiam was teraz samych – odpowiedział jej ojciec.

Skoro on zachował się tak zdecydowanie, to nie mogłem zachować się jak tchórz i zagrałem w otwarte karty.

– Za miesiąc idę na bal studniówkowy i chciałem się ciebie zapytać, czy masz już plany na 15 stycznia? Jeśli nie, to proszę, abyś dała mi ten zaszczyt i poszła tam ze mną. – słowa wylatywały z moich ust z szybkością karabinu maszynowego, ale nie mogłem długo się zastanawiać i postawiłem wszystko na jedna kartę.

Jej oczy się rozszerzyły, otworzyła usta…

Oto moja przyszłość! Nie boję się jej!

– Tak, bardzo tego pragnę – odpowiedziała z rozbrajającym uśmiechem.

Tak samo powiedziała w cztery lata później na naszym ślubie.  Te same słowa i tak samo się uśmiechając.

… tylko co mogło ją tak długo zatrzymać?

 

 

  • c.d. nastąpi 

 

.

ZAPRASZAM DO NAPISANIA KOMENTARZA I WYRAŻENIA SWOJEJ OPINII 🙂


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: