autor: Jakub

Ostry dźwięk dzwonka rozdarł ciszę. Oderwałem oczy od czytanej właśnie gazety i wolnym krokiem podszedłem do drzwi. Machinalnie złapałem za klamkę i otworzyłem je. Przede mną stało dwóch policjantów. Jeden z nich zapytał:

– Pan Adam de Vir?

– Tak

– Bardzo nam przykro, ale pańska żona…

– Proszę…? – nie docierały do mnie jego słowa

– Pańska żona uległa wypadkowi i…

– Gdzie jest? Już tam jadę! – wykrzyknąłem

– Jeszcze raz bardzo mi przykro. Pańska żona nie żyje.

Nogi odmówiły mi posłuszeństwa, upadłem na kolana, ukryłem twarz w dłoniach i zacząłem szlochać.

 

 

– Uważam, że powinieneś pójść do Urzędu. Nie możesz się tak zadręczać. Minęło już 2 lata, a ty ciągle o niej myślisz.

– Nie mogę… nie chce przestać. Była moja żoną… kochałem ją i… kocham. Nie chcę przestać o niej myśleć! Nie chcę zapomnieć!

– To ostanie zdanie brzmi jak wykroczenie. Tylko dlatego, że jestem twoim przyjacielem, nie zamelduję o tym Władzom. Urząd powstał między innymi dla takich jak ty.

– Nie pójdę tam! – krzyknąłem i wypiłem jednym haustem stojący obok kieliszek wina. Moscatel – ulubione wino mojej Ewy.

 

 

– Czasami się zastanawiam czy jednak nie powinienem pójść do Urzędu.

– Nie rób tego wnusiu. Urząd został stworzony dla dobra ludzkości. I w istocie dobrem jest pozbawianie kogoś cierpień. Ale za jaką cenę? Za cenę niepamięci? Co się z tobą stanie? Będziesz tym samym Adamem, którego znam.?

– To co mam robić?

– Widzisz… człowiek został stworzony…

– Nie! Wyewoluował! – przerwałem

– Taaak… oczywiście… został stworzony do życia. A życie to nie tylko przyjemności, ale także i cierpienie. Uciekanie od cierpienia jest tchórzostwem. Stawienie mu czoła to odwaga. Czyż nie ma większej kary dla przestępcy niż zrozumienie podłości jego czynu i życie z tą świadomością?

– Ale… Szermierze Humanizmu wiedzieli co robili. Chcieli dobra ludzkości. Chcieli dać jej powszechne szczęście…

– Manipulując nimi?

– Cel uświęca środki. Ostateczne szczęście jest najważniejsze!

– Czy gdybyś mógł odziedziczyć fortunę, spełniając jeden mały warunek – zabijając mnie. Zrobiłbyś to?

– Co to za pytanie? Jasne, że nie!

– I właśnie zaprzeczyłeś swoim słowom. A teraz posłuchaj. Szermierze Humanizmu mówili, że chcieli dobra ludzkości. Człowiek jest najdoskonalszym stworzeniem. Albo jak oni mówili istotą. Wszystko zaczęło się od walki o prawa dla wszystkich. Potem przyszła tolerancja dla wszystkiego i dla wszystkich. ‘Dobro dla wszystkich’ – to było ich hasło na samym początku. Bo czyż każdy nie chce być szczęśliwy? Szermierze odebrali nam naszą tradycje, religię i zaczęli wyrównywać poziom życia wszystkich. Oczywiście wszystko to w celu uszczęśliwienia ludzkości. Potem powstał Urząd. Wiesz oczywiście po co istnieje. Każdy, kto ma jakieś złe wspomnienia, marzenia, których chce się pozbyć. Do Urzędu może pójść każdy. Potem, po wyjściu nie pamiętasz już niczego, czego nie chciałeś pamiętać.

– Tylko dlaczego jest paragraf 12 – zapytałem

– Dobre pytanie. Jednego musieli nie dopatrzyć. Nie zdali sobie sprawy, albo też nie chcieli tego wiedzieć, że człowiek to nie tylko materia. Jest coś w człowieku, bardzo głęboko, co stanowi o jego istocie. Nazywamy to duszą,

– Nazywacie? Przecież żadne religie nie istnieją! Zostały zlikwidowane i… zakazane.

– Wiem o tym. Byli jednak tacy, co nie mogli się  z tym pogodzić. Z tą równością na siłę… i przetrwali.

– Ale to jest karalne! Przecież gdyby ktoś się dowiedział babciu, że ty…

– Teraz tylko ty o tym wiesz. I coś mi się wydaje, ze pomimo tej całej propagandy zaczynasz mieć wątpliwości.

– Sam już nie wiem…  – odpowiedziałem zrezygnowany, ściskając w dłoniach zdjęcie mojej Ewy. Myślę, że babcia nie zauważyła moich łez.

 

 

– Dzień dobry panu. Witamy w Centralnym Urzędzie Niepamięci. Pana nazwisko?

– Adam de Vir

– Chwileczkę… już mam. Był pan umówiony na 10.00.

– Tak

– Proszę udać się na pierwsze piętro, do pokoju numer 1313

Powlokłem się ciężkim krokiem do wskazanego celu, cały czas rozważając jeszcze moją decyzję… nie już zdecydowałem. Muszę to zrobić.

– Pięknie tu – pomyślałem

Czerwona wykładzina i żółte ściany, co prawda wygląd trochę pstrokaty, ale jak dla mnie piękny. Może trochę niepokojący, ale piękny. Do tego te dziwne drzwi, aby się otworzyły należało ‘pokazać’ im wewnętrzną stronę dłoni. Taki wymysł wynalazców czy też zaplanowane działanie? Nie… przecież spiski to wymysł oszołomów. Taka zwykła… fanaberia. Zdecydowanie tak.

– Witam pana. Proszę usiąść – Czyścicielka wskazała mi fotel. – Zaraz się wszystkim zajmiemy. – Dodała z miłym uśmiechem.

Usiadłem. Fotel był wygodny… bardzo wygodny. Czyścicielka podeszła do mnie, trzymając w obydwu rękach przewody. Były one podłączone do jej komputera, skąd odbywał się cały proces czyszczenia wspomnień. Uśmiechając się mile, zapytała:

– Boi się pan?

– Bardzo – palnąłem, ale prawdę mówiąc odpowiedziałem szczerze.

– Nie ma czego się bać. Jeszcze trochę czasu i rozpocznie pan nowe życie. A teraz proszę mnie uważnie posłuchać.  – nie wiem dlaczego, ale wyraz jej twarzy zmienił się prawie niezauważalnie, ale jak dla mnie znacząco… i zacząłem się jeszcze bardziej bać. – Proszę się rozluźnić i nie myśleć o niczym. W pana specyfikacji umieścił pan dokładny opis wspomnień, które mamy wymazać, tak więc proszę nam zaufać…

Zrobiłem jak poleciła, a ona jeden przewód przyczepiła mi do czoła, a drugi w okolicy… serca. Dziwne… przecież jest to tylko organ pompujący krew… ale cóż… oni wiedzą lepiej. Usiadła przy komputerze i powiedziała do mnie:

– Za chwilę zaczynamy. Proszę teraz o niczym nie myśleć.

Łatwo powiedzieć, trudniej zrobić. Całe życie przeleciało mi przez głowę. Zaczęło koszmarnie boleć. Ból był dziwny… niefizyczny, jakby biorący się z głębi człowieczeństwa. A więc po to były Czyścicielce słuchawki, a drzwi i ściany były wyciszone. Zacząłem krzyczeć i straciłem przytomność.

 

 

– Proszę się obudzić. Proszę się obudzić! Może pan już iść. – głos Czyścicielki był daleki i jakby nierzeczywisty.

Otworzyłem powoli oczy przyzwyczajając je z trudem do światła. Dziwne… nic mnie nie bolało. Czułem się… jak nowonarodzony. Nie miałem dylematów, problemów, ani złych wspomnień. Byłem nowym człowiekiem. Nie! To uczucie zasługuje na miano Nowego Człowieka. Tak! To określenie jest jak najbardziej prawidłowe do obecnej sytuacji. Zbiegłem do wyjścia i pognałem do domu.

 

 

– Oszukałem cię – powiedziałem do własnego odbicia w lustrze. – Oszukałem i nawet nie wiem dlaczego miałem nadzieję, że mi się uda. Wyrzuciłem wszystkie rzeczy, które mi ją przypominały, zdjęcia, ubrania. Wszystko! Byłem w Urzędzie, gdzie wymazali mi pamięć. Ale dlaczego do ciężkiej cholery ją pamiętam?! Dlaczego!!! Przecież nie to mi obiecywali. Już wiem. To moja wina. Nie chciałem jej zapomnieć i dlatego nawet Wymazywanie nie pomogło. Wiem, że pójście do Urzędu to był błąd. Powinienem był sam sobie z tym poradzić. Zresztą nie wiem już czy zapomnienie jest dobre. Przecież pamiętałem nie tylko dzień, w którym Ewa odeszła, ale też te dni, które razem spędziliśmy. Dni, kiedy byliśmy razem szczęśliwi, bo kochaliśmy się. Nie było w tym krzty materializmu, był… Duch. To jest dobre określenie. Było w tym coś ponadmaterialnego… na Boga… coś transcendentalnego. O cholera! Jestem przestępcą! Wymieniłem zakazane miano i jedno z zakazanych słów. Przyznałem, że Szermierze są w błędzie. A co najgorsze złamałem paragraf 12.

 

  • c.d. nastąpi 

.

ZAPRASZAM DO NAPISANIA KOMENTARZA I WYRAŻENIA SWOJEJ OPINII 🙂

 


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: