– Pan Adam de Vir? – głos funkcjonariusza był głośny, zdecydowany i w zasadzie pozbawiony emocji, a poza tym chyba nie oczekiwał odpowiedzi innej niż ‘tak’.

– Tak, to ja.

– Jest pan oskarżony o złamanie następujących przepisów Współżycia Społecznego…

– Wiem o tym! Zabierzcie mnie i będzie z głowy! – krzyknąłem mu w twarz.

– … jest pan oskarżony… – niezmienionym tonem kontynuował i wtedy zdałem sobie sprawę, że musi powiedzieć wszystko. Tak nakazywało prawo.

– Dla was prawo jest bogiem, ale nie dla mnie! – powiedziałem beznamiętnie i wiedziałem co zrobiłem. Funkcjonariuszy zatkało. Przez chwilę zbierali myśli, aby po chwili dwóch z nich  dopadło do mnie i powaliło mnie na ziemię. Padając na ziemię, poczułem tylko w ustach smak krwi z rozciętej wargi. Funkcjonariusz musiał skończyć mówić akt oskarżenia i dokończył go. Tylko pierwszy raz podczas istnienia Nowego Porządku dokończył go, mówiąc do oskarżonego, który leżał skuty na ziemi. O tym prawo nie mówiło. A to było początkiem ich końca… miałem całkowitą pewność, że tak będzie.

 

 

– Pójdziemy na układ panie de Vir – fircyk w doskonale skrojonym garniturze mówił powoli, cedząc każde słowo. Stanowił zabawny kontrast do mojej skromnej osoby. On uczesany, wypachniony, znakomicie ubrany i ja – w podartym ubraniu z rozciętą wargą i łukiem brwiowym, z brudnymi od ziemi dłońmi. – Pan nie wystąpi z oskarżeniem wobec funkcjonariuszy, a my spełnimy pana ostanie życzenie jako skazańca.

– Po co wam układy? – zapytałem  – Przecież media należą do was. Potraficie udowodnić każdy wasz przekręt i każde świństwo. I wy chcecie iść ze mną na układ? Po co?

– Polecenie nie wyszło ode mnie, a poza tym nie powinno to pana interesować. Myślę, że to dobry układ.

– Jasne! Nie zadawać pytań, wypełniać rozkazy, a i tak wszystko będzie przypisane Szermierzom. A im nikt nie może się przeciwstawić.  Znakomicie macie zorganizowane to wasze społeczeństwo.

– Myli się pan. To nasze społeczeństwo i dzięki łasce i roztropności Szermierzy Humanizmu, zdąża ono ku świetlanej przyszłości. Ma pan też możliwość odkupienia swoich win względem Szermierzy oraz społeczeństwa. Czyż to nie wspaniała perspektywa.

– Moja śmierć zadowoli Szermierzy? A kim oni są  – nekrofilami? – zaśmiałem się głośno wypowiadając ostatnie zdanie.

– Proszę nie drwić! – fircyk przywołał mnie do porządku – Możemy załatwić to w sposób bolesny, albo… bardzo bolesny. Pana wybór. – zachichotał po tych słowach.

– Żal mi ciebie. Ale niech będzie. Mam ostanie życzenie.

 

 

– Nie! W żadnym wypadku nie możemy się na to zgodzić! – wykrzyknął Numer 3

– Niestety musimy. Prawo jest najważniejsze – przyznał gorzko Numer 2

– Zamiast tracić czas na głupim gadaniu pomyślmy jak możemy to wykorzystać z korzyścią dla nas i naszej sprawy. – uspokoił poprzedników Numer 1 – Zaczęło mi coś świtać i myślę, że ten głupi de Vir sam sobie nie zdawał sprawy w co się pakuje i jak, chcąc nam zaszkodzić, nam pomoże.

– Jak to?

– Zażądał, żeby mógł przemówić do społeczeństwa i przekazać im wiedzę o jakimś tam Bogu, wyższości ducha nad materią i takich tam innych bzdetach.

– I my musimy się na to zgodzić, szlag by go trafił!

– Już niedługo go trafi. Spokojna głowa.

– Ale jak to zrobić?

– W końcu jestem Numerem 1 i wiem dlaczego. Bo znam rozwiązania wszystkich problemów… łącznie z tym.

– Mów!

– Niech przemawia. Niech powie to wszystko. Niech świat go usłyszy dzięki… NASZYM mediom.

– Pysznie!

– … niech go społeczeństwo usłyszy i wypowie się na temat jego… manifestu. Ufam im…

– Przecież to motłoch i to my go wykreowaliśmy

– No właśnie! My stworzyliśmy społeczeństwo w takim kształcie jakim jest teraz i dlatego ufam jego osądom – diaboliczny śmiech Numeru 1 rozniósł  się po pomieszczeniu.

 

 

Wiedziałem czym ryzykuję. Wiedziałem, że mogę nic nie zyskać. Wiedziałem też, że jeśli miałbym choć cień szansy to muszę spróbować. Powiedziałem o moim życiu od początku, o Ewie, o moich wyborach, wizycie w Urzędzie i pokonaniu Niepamięci. Liczyłem, że społeczeństwo ukształtowane przez Nowy Wspaniały Świat mnie wyśmieje, ale najważniejsze było dla mnie to, żeby mieć czyste sumienie. Sumienie – Boską cząstkę w nas, która jednak nie czyni nas bogami. Poza tym już niedługo spotkam się z moją ukochaną i wiem, że już na mnie czeka. Ludzie mnie słuchali…

 

 

– I co? – zapytał Numer 1

– I nic, cholera jasna! Nic się nie dzieje.

– Przestał mówić?

– Przestał. A ludzie nic. Kompletna cisza. Żadnych gwizdów, krzyków, tylko cisza. Aż w uszach dzwoni. – spanikowany głos Numeru 2 wystarczył za odpowiedź

– Dlaczego?! Czyżby to był On? Przecież go pokonaliśmy.

 

 

Nazywam się Adam de Vir. Jestem wdowcem. Mam 33 lata. Jestem przestępcą. Złamałem § 12 Kodeksu niepamięci. Wkrótce umrę… wygrałem… wygraliśmy… ON wygrał.

 

 

  • KONIEC

.

ZAPRASZAM DO NAPISANIA KOMENTARZA I WYRAŻENIA SWOJEJ OPINII 🙂


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: