To trudny temat i pewnie każdy zna ten problem, bo jeśli nie sam osobiście cierpiał z powodu odejścia kogoś bliskiego, to któraś z osób, które zna, go przechodziła. Dlatego właśnie myślę, że wiele już na ten temat słyszałeś, albo sam doświadczyłeś.
I pod tym względem łatwo mi będzie podjąć ten temat, bo każdy wie o czym zaraz napiszę.

Na pewno im bliższa osoba nas opuściła, trudniej było to odejście przeżyć.
Ból po stracie kogoś, kogo się kochało, przeszywa całą osobę na wylot i myślę, że właśnie dlatego, nie każdy chce się do niego przyznać sam przed sobą, bo przecież zdaje sobie sprawę, że gdy przyzna się do tego bólu, to będzie cierpiał całym sobą.

Strach przed przeżywaniem tego bólu powoduje, że wielu ludzi w ogóle się nie przyznaje do swojego wewnętrznego cierpienia. Do tego jak bardzo cierpi z powodu rozstania.

Ludzie odrzucają ten ból na wszelkie możliwe sposoby dlatego, żeby go zmniejszyć i żeby jak najszybciej o nim zapomnieć. Ale im bardziej starasz się z tego bólu zrezygnować, tym on jeszcze bardziej napiera. Może dlatego, że ta cała rezygnacja często jest tylko powierzchowna, taka „dla ludzi”, bo nie chcesz, żeby poznali po Tobie, jak bardzo w środku cierpisz.

Na wierzchu wygląda, że nic Ci nie jest, udajesz uśmiechniętego, wyluzowanego, co ma pokazać, że nic sobie z tego, co zaszło w Twoim życiu, nie robisz. Udajesz przed rodziną, przed znajomymi, że wcale Ciebie to nie obeszło.

Płaczesz dopiero, gdy jesteś sam, często nocą, kiedy nikt nie widzi Twoich łez i nikt nie słyszy Twojego szlochu.

Oszukujesz samego siebie, że wszystko jest w porządku:
– Może czytasz książki, jedną za drugą, wczuwając się w losy bohaterów, co pomaga Ci zapomnieć o sobie?
– Może oglądasz niezliczoną ilość filmów albo seriali, a życie bohaterów pomaga Ci nie myśleć o tym, co sam przechodzisz?
– Może plotkujesz i obmawiasz znajomych, wytykasz im błędy, „grzebiesz” nieproszony w ich życiu osobistym, żeby zapomnieć o sobie, o tym, co Ci nie wyszło?
– A może alkoholem  próbujesz „zapić” swój problem?

Jakbyś nie robił, to wszystko jest jedynie ucieczką od własnego problemu, od własnego życia. I myślę, że jeśli się w końcu nie „obudzisz”, nie przejrzysz na oczy, żeby ujrzeć swoje prawdziwe położenie, to możesz stracić coś ważnego i za późno to zauważyć.

Nie przyznając się w pełni do tego, co przechodzisz, nigdy do końca i całkowicie nie przeżyjesz swojego rozstania.

Bo przecież, jeśli nie przeanalizujesz tego, jak przebiegało Twoje rozstanie, jeśli nie przyjrzysz się mu dokładnie, to tak naprawdę wcale nie będziesz wiedział o czym chcesz zapomnieć. Bo jeśli uważasz, że wszystko jest w porządku i że nic nie przeżyłeś, to tego „nic” nie musisz zapominać. Możesz zapomnieć tylko to, co wiesz, że zaistniało.

Jest taka możliwość, że jeśli nie przeżyjesz w pełni swojej straty, to gdy będziesz wchodził w następny związek, możesz też stracić tę następną osobę, bo w Twojej głowie wciąż, jako osoba, którą kochasz, pozostanie ta, której starty nie przebolałeś. Bo jeśli nie przebolałeś straty ukochanej osoby to tak, jakbyś też nie przebolał straty utraconej miłości.

A może też tak się stać, że z tego powodu, iż nie przyznałeś się w pełni do swojej starty, nie wejdziesz już nigdy w następny poważny związek.

.

 


Jeśli ten wpis Ci się spodobał to: